Hodowla,  Socjalizacja

Jak NIE wybierać hodowli?

To nie będzie kolejna lista w stylu do’s and dont’s przy wyborze hodowli. Podaje wam na tacy analizę moich błędów z ich konsekwencjami. Życzę miłej zabawy, nic tak nie poprawia humoru jak czyjeś wtopy. Stało się, zapadła decyzja chcemy psa! Niezależnie od tego, czy od dziecka wiedzieliście jaka to będzie rasa, czy wybór rasy był efektem wielotygodniowych poszukiwań, dochodzicie do etapu w którym trzeba wybrać hodowlę. Zacznijmy od tego, że szczeniak z hodowli zarejestrowanej w ZKWP to koszt około 3000 PLN, za szczeniaki które mogą rokować na przyszłych championów koszt jest wyższy, 4000 PLN lub więcej( zależy od rasy). Jeśli już na tym etapie chcecie zaoszczędzić, nie bierzcie psa, bo was na niego nie stać! Albo poczekajcie, odłóżcie kasę.  Jak się wam wydaje, dlaczego pseudohodowle w Polsce mają się tak dobrze? Bo ludzie łapią się na takie chwyty marketingowe jak: „psy rasowe, tanio!”, „ po co ci metryka, jeśli nie szukasz championa na wystawy?”. To jest tak głupie, że aż brak mi słów. Nie będę się tu rozpisywać jak rozpoznać pseudohodowlę, są inni, którzy robią to znacznie lepiej i poświęcają swoje życie w walce o lepszy los psów. Odsyłam do organizacji non profit, która zajmuje się walką z pseudohodowlami. Ich celem jest edukacja potencjalnych nabywców. Zasada jest prosta, nie będzie chętnych – pseudohodowle nie będą miały racji bytu. Kupowanie szczeniaka u pseudohodowcy to dokładanie cegiełki do niewyobrażalnego cierpienia. Jeśli robicie to tylko dlatego, żeby zapłacić mniej za wymarzonego psa, nie jesteście w niczym lepsi od „ludzi”, którzy czerpią z tego zyski. Zachęcam do zapoznania się z treścią strony Psia Mać, zdjęcia niektórych hodowli „od kuchni” na długo zostają w pamięci.

http://psia-mac.pl/

Jak to wyglądało u mnie?

Poczytałam trochę o tym jak rozpoznać pseudohodowle i z tego wyszło mi, że powinnam szukać szczeniaka jedynie wśród hodowli zarejestrowanych w ZKWP. Dlaczego? Bo przepisy związku są dość restrykcyjne, zarówno co do prowadzenia hodowli jak i kryteriów hodowlanych. Suki hodowlane i samce reproduktory muszą przejść ocenę, być przebadane i zaliczyć kilka wystaw z dobrą lub bardzo dobrą notą. Eliminujemy w ten sposób ryzyko chowu wsobnego oraz chorób genetycznych typowych dla rasy. Hodowli zbyt wiele nie było. Te, które z początku udało mi się znaleźć poinformowały mnie, że muszę się zapisać na PLANOWANY miot, który może się uda albo nie. W dużym skrócie szczeniaka mogłabym zobaczyć najwcześniej za pół roku, jeśli kilka osób z list przede mną zrezygnuje. Zapisałam się, wstępnie pogodziłam z faktem, że na psa będę musiała długo poczekać. W między czasie nadal szukałam hodowli w sieci, ale już bez ciśnienia. I tak trafiłam na stronę, z której wynikało, że mają jeszcze szczeniaki urodzone ponad dwa miesiące temu. Trochę się zdziwiłam, przyznaję, ale hodowla zarejestrowana w ZKWP, ojciec istnieje na liście reproduktorów, dane matki też dostępne, wszystko wyglądało ok. Zadzwoniłam, okazało się, że nadal są dwa pieski do kupienia, pies i suka. Po 30 minutach, które potrzebowałam do namysłu, została już tylko suka.

Nie mogłam odebrać psa wcześniej niż pod koniec grudnia, z uwagi na planowany długi wyjazd świąteczny, skąd wahanie. Zamiast dwumiesięcznego szczeniaka, brałabym do domu czteromiesięcznego, który bardzo ważny etap rozwoju będzie miał już za sobą, bez mojego udziału. To było ryzyko, które zaakceptowałam. W końcu pojechałam odebrać psa. Lokalizacja hodowli? Domek na uboczu wsi, totalne zadupie. Przywitała nas właścielka, zaprowadziła do domu. Wszystkie dorosłe psy (po szczekaniu wnioskowałam, że było ich sporo), były zamknięte w dużym budynku gospodarczym, znajdującym się zaraz obok domu. Pani argumentowała fakt zamknięcie psów przed nami obawą, o czystość naszej odzieży, cytuje: „ zadeptały i zalizałyby was na śmierć”. W domu luzem radośnie biegało kilka psów niehodowlanych, takie domowe pupile oraz moja Blanka. Wyglądało na to, że w psim stadzie czuła się bardzo dobrze. Dodatkowo w jednym z pokoi znajdował się kojec a w nim suka z niedawno narodzonymi szczeniakami. Wyglądało to wszystko przyzwoicie. Uspokoiłam się nieco. Usiadłyśmy, popytałam trochę o socjalizację Blanki, o szczepienia, pielęgnację, jedzenie itp. Ułożyłam koc w miejscu legowiska, w którym spała, żeby przesiąknął zapachem. W między czasie pani przedstawiła kopie wyników badań rodziców, pokazała metrykę i książeczkę zdrowia, wszystko jak bozia przykazała. Podpisałyśmy umowę i pies był mój. Owinęłam ją kocem, na rękach zabrałam do auta i siedząc z nią na tylnej kanapie ruszyłyśmy do domu. Blanka długą jazdę samochodem zniosła bardzo dobrze. Był spokojna, nie piszczała, oddychała normalnie, wtulała się we mnie a ja drapałam ją za uchem.

Dojechaliśmy do domu i już po pierwszym spacerze wiedziałam, że coś jest bardzo nie tak. Radosny piesek, jakiego poznałam w hodowli, na widok jakiegokolwiek psa w odległości 20metrów darł się jakby ją obdzierali żywcem ze skóry, potem próbowała mi wskoczyć ze strachu na ręce…przez moje plecy. Szczekające w oddali psy powodowały u niej niepokój i chęć ucieczki. Zewnętrzny świat stresował ją tak bardzo, że nie potrafiła się załatwić. Mimo długich spacerów, trzymała wszystko aż do powrotu, w domu po otwarciu drzwi pierwsze co robiła, to dwójkę i jedynkę w przedpokoju. Nie tolerowała obecności męża, szczekała na niego jak na intruza, za każdym razem, gdy go widziała. Nie było mowy o tym, aby pozwoliła mu się zbliżyć na odległość mniejszą niż 2-3 metry, trwało to więcej niż kilka dni. Bała się każdego człowieka, podkulała ogon, kładła po sobie uszy, piszczała albo próbowała uciekać, gdy ktoś szedł w naszym kierunku. Przerażało ją jej własne odbicie w szybie, na swój widok szczekała i ujadała wniebogłosy, na koniec salwując się ucieczką. Panicznie bała się wody, nawet zamoczenie łap doprowadzało ją do histerii. Wpadała w panikę, gdy tylko znikałam jej z oczu, wyła, drapał drzwi, próbowała gryźć framugę sekundkę po zamknięciu drzwi od toalety.

*Zdawałam sobie sprawę, że pierwszych kilka dni w nowym domu mogą być dla psa bardzo stresujące, ale jej zachowanie znacznie wykraczało poza standard.

Co poszło nie tak?

Zachowanie Blanki wskazywało na braki i błędy w socjalizacji oraz przebytą traumę. Jaką? Dobre pytanie, sama chciałabym wiedzieć. Dodam tylko, że właścicielka hodowli nie była tutaj specjalnie pomocna. Tak dzwoniłam, pytałam. Jak ja mogłam tego nie wyłapać? Teraz sama się nad tym zastanawiam.

Przede wszystkim powinnam się domagać zobaczenia matki Blanki i reszty dorosłych psów. Nie po to by sprawdzić warunki ich życia, tu nie mam wątpliwości, że były dobre. Choć i to powinno być tzw. „must have” wizyty w każdej hodowli. Chodzi przede wszystkim o wyłapanie jak mój już czteromiesięczny pies czuje się i zachowuje w stadzie dorosłych, dużych psów, z którymi dorastała. Jej kosmiczny wręcz lęk przed psami mógł oznaczać, że:

  • jej matka jest równie lękliwym psem i Blanka obserwując zachowania matki przejęła od niej wzorzec
  • w stadzie znajdował się przynajmniej jeden średnio zrównoważony pies, który dwa/trzy raz przydusił ją, nastraszył na tyle, że bała się o swoje życie( tylko tyle szczeniakowi wystarczy, aby lęk się utrwalił)
  • w stadzie między psami dochodziło czasami do starć i w trackie kilku takich potyczek Blanka przypadkowo została poturbowana
  • jako słabszy pies, była regularnie zbyt mocno ustawiana do pionu, przez silniejszych członków stada (niektóre psy mają w zwyczaju pastwić się nad słabszymi osobnikami)

Prezentowane braki i błędy w socjalizacji, które na etapie wizyty w hodowli trudniej wyłapać, sugerowały, że :

  • miała bardzo ograniczony kontakt ludźmi, szczególnie z mężczyznami
  • dzieci nie spotkała w swoim życiu w ogóle
  • oswajanie jej z różnymi dźwiękami i przedmiotami ograniczało się tylko do tych dostępnych w hodowli
  • jej świat zamykał się w obrębie hodowli i ogrodzonego wybiegu, na którym bawiły się psy
  • nie była oswajana z innymi zwierzętami typu: koty, konie, krowy (co dziwne, bo w okolicy ich nie brakowało)
  • była kąpana na siłę lub zbyt szybko przyzwyczajana do wody( ignorowanie sygnałów lękowych u szczeniaka w trackie kąpieli może łatwo doprowadzić do lęku przed wodą, który trudno odkręcić)

Co to wszystko oznaczało dla mnie? Bardzo dużo pracy. Pracy nad socjalizacją, odkręcaniem lęków, dla przykładu wody przestała się bać dopiero po pół roku.

Jak zrobiłabym to teraz?

Po znalezieniu hodowli, z dostępnym pakietem informacji umówiłabym się na spotkanie z naszą zaprzyjaźnioną behawiorystką. Po co? Nadal się dziwię, że ten krok nie jest prawnie wymagany przy zakupie psa 🙂 Przede wszystkim konsultujecie swój wybór ze specjalistą, który w swojej karierze widział już nie jedno, będzie wiedział, na co was uczulić, przed czym przestrzec. To są bezcenne informacje. Czego takie spotkanie powinno dotyczyć?

  1. Wybór rasy. Nawet jeśli jesteście w 100% przekonani, że ta rasa i żadna inna. Behawiorysta naświetli wam potencjalne problemy, których możecie nie być świadomi. Przedstawi wyzwania, jakie może nieść ze sobą wychowanie takiego psa, w pakiecie z radami jak to ogarnąć, żeby sobie i psu niechcących krzywdy nie zrobić( mówimy o wiedzy ogólnej, nie szczegółowym szkoleniu na sucho, chyba że zakładacie cykl spotkań, wszystko od was zależy). Jeśli macie dzieci potwierdzi, czy to na pewno dobry wybór. Czy wasza wizja spędzania czasu z psem, ilości spacerów, ruchu itp. będzie odpowiadała potrzebom danej rasy. Jeśli nie, podpowie, jakie inne rasy rozważyć. Spokojnie, nic na siłę. Nie chcecie zmieniać zdania? Nikt was nie zmusza. Często zdarza się tak, że behawioryści znają nazwy hodowli( szczególnie tych niefajnych), z których psy trafiły do nich na psie przedszkole czy zajęcia indywidualne. Na takich spotkaniach wychodzą wszystkie braki i zaniedbania. Dobrze jest potwierdzić, czy wasza hodowla nie znajduje się na niechlubnej liście. To, co dostaniecie to wiedza i wybór, zanim kupicie psa, nie po. BEZCENNE
  2. Ocena wybranej przez was hodowli. Nawet przy tak podstawowych informacjach jak treść strony internetowej i zdjęcia. Behawiorysta już może mieć jakieś uwagi, zastrzeżenia. Pomoże wam ułożyć listę pytań, na które hodowca powinien odpowiedzieć. Podpowie, na co zwrócić uwagę. Co powinno was zaalarmować. Czyli m.in. to wszystko, o czym ja nie wiedziałam i na co nie zwróciłam uwagi przy zakupie mojego psa.
  3. Wspólna wycieczka do hodowli. Jeśli ilość informacji was przytłoczy, będziecie mieć obawy, że wszystkiego nie spamiętacie. Albo widok uroczych małych piesków zaburzy wam możliwości poznawcze i trzeźwą ocenę sytuacji. Możecie umówić się z behawiorystą na wspólną wycieczkę do hodowli. Obecność eksperta na miejscu to ogromna pomoc. Najtrudniej osobom niedoświadczonym jest właściwie zinterpretować zachowanie psa i stojące za nim motywy. Piesek według was radośnie szczeka i się ekscytuje na wasz widok? Okazuje się, że to nie ekscytacja tylko strach. Dla behawiorysty takie zachowania będę proste do rozszyfrowania. Przy takim wsparciu, odbierając psa będziecie w pełni świadomi tego, jakie stworzenie zabieracie do domu. Powtarzam, to jest BEZCENNA wiedza.

No dobrze, czyli szukam w okolicy psiego behawiorysty i załatwione? No niestety, gdyby tak było zawsze, świat byłby piękniejszy. Ekspert ekspertowi nierówny, coś o tym wiem, bo przerabiałam kilku zanim trafiłam na tą jedną jedyną, naszą wybawicielkę, która pomogła Blankę wyprowadzić na prostą. Popytajcie znajomych, najlepiej takich, którzy mieli trudnego psa, zaznaczam MIELI. Skuteczne przepracowanie lęków i złych nawyków u trudnych psów to jest najlepsza reklama umiejętności behawiorysty, nie wszystko da się załatwić ładowaniem psu do pyska smaczków. Ja z całego serca mogę wam polecić Psie ABC i kontakt do Emilii Czechowicz. Jeśli udało jej się wyprostować hiper lękową Blankę nie ma takiego psiego problemu, z jakim by sobie nie poradziła. Z mojej strony, kiedy będę decydować się na drugiego psa, to jest bardziej kwestia tego „kiedy”, nie „jeśli”, na 100% zaproszę Emilię na dłuższą pogawędkę i wspólną wycieczkę do hodowli 🙂

Pytanie, które nasuwa się na koniec brzmi: czy gdybym miała obecną wiedzę wtedy, zdecydowałabym się na zakup Blanki? Na ile znam siebie i tak bym ją wzięła. Świadomość, że tak lękliwy a przez to trudny pies mógłby trafić do domu, w którym ogólnie rzecz ujmując, źle by się nią zajęli, nie dałaby mi spokoju. Dla jasności: złe zajmowanie się lękliwym psem może zwyczajnie oznaczać nic nie robienie. Zostawiasz takiego psa samemu sobie, na spacerach mówisz do niego, z skutecznością równą gadania z szafką nocną: „nie bój się”, „spokojnie”, „przestań”. Świat strachów dla takiego psa tylko się pogłębia, a potem na dokładkę przychodzi agresja, zazwyczaj kończąca się deklaracją właściciela: „ ja już nie mam siły do tego sierściucha” i wyeksportowaniem psa do schroniska. Obecna wiedza, wtedy, dałaby mi jedynie albo aż, świadomość tego, na co się porywam i czego powinnam unikać, szczególnie w pierwszych tygodniach życia psa z nami, aby pomóc jej oswoić się z otaczającym ją światem bez niepotrzebnego dodatkowego stresu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *